gdy zaśnie dzień - budzi się noc, a tam - drugi świat. Świat nierealny ? Jeżeli już - to tylko niematerialny.

O mnie

Moje zdjęcie
... krok po kroku, nieświadomi jutra, stajemy się nim.

piątek, 25 lutego 2011

prawie je miałem

To była moja pierwsza nigdy niezapomniana nawet przez moment historia.
Miałem wtedy pięć lat. W pobliżu domu była olbrzymia górka porośnięta na zboczach drzewami, trawą i krzewami.
W miejscach naruszonej darni wysypywał się złocisty piasek. Tam właśnie powstawał kanion z naszych piaskowych zabaw. W dole przebiegała droga, a wzdłuż drogi szeroko płynęła kanałem woda. Kanał łączył dwa jeziora oblegające miasto w którym mieszkałem.
W tym czasie do mojej najstarszej siostry przychodzili jej koledzy “hipisi” – długie włosy, spodnie dzwony, koraliki, rzemyki i ... właśnie.... jeden z nich miał zegarek od którego nie mogłem oderwać wzroku – taki był świetny.
Był taki świetny, że zaczął mi się w nocy śnić.

A było to tak.

Jak co dzień bawiliśmy się na górce w wyżłobionym korycie piachu. Właściwie to już kończył się dzień, gdy nagle zauważyłem wyłaniające się spod piachu błyski światła. Natychmiast odsypałem wierzchnią warstwę, a tam ... nie przesadzę jeśli powiem – było ich osiem (zegarków) - jeden lepszy od drugiego. I tu pech chciał, mama zawołała by wracać do domu. Szybko przysypałem swoje skarby, zapamiętując miejsce i czym prędzej pobiegłem.
Gdy rano się obudziłem – pamiętam – z uśmiechem na twarzy - nie mogłem się doczekać, kiedy mama pozwoli wyjść na podwórze. Zaraz po śniadaniu w kilka chwil byłem już w upragnionym miejscu. Szybko się rozczarowałem, bo w miejscu w którym miały być zegarki pod usypaną kupka piachu rosła trawa. Byłem zawiedziony. Jak mogłem tego nie przewidzieć.
Czekałem z niecierpliwością do następnej nocy z nadzieją na sen z zegarkami.
No i doczekałem się.
Od razu wiedziałem gdzie szukać, były trochę głębiej przysypane i już nie tak bardzo świecące, ale za to większe i bardziej różnorodne w swoim wyglądzie. Wiedziałem co mam robić. Zabrałem zegarki do domu i żeby nie było żadnych niespodzianek rano, wszystkie upchałem do kieszeni w spodnie. Spodnie położyłem tak jak zawsze na krzesełku koło łóżka w zasięgu ręki i położyłem się spać. Następnego dnia rano, spodnie leżały na krześle, niestety bez moich skarbów.
Powód był oczywisty. Spodnie do których schowałem zegarki i które położyłem na krześle przy łóżku, były w kolorową kratkę a ja takich spodni nigdy nie miałem.

Moje były brązowe.

Gdybym tak jeszcze raz mógł przyśnić zegarki ...
... niestety, już nigdy mi się nie przyśniły.

Ale..., kto wie ?! :)

poniedziałek, 21 lutego 2011

czas na spacer

Okazało się, że nasz zespół, czyli ja i moja wokalistka zostaliśmy zaproszeni na przegląd poezji śpiewanej. Trudno mi konkretnie określić miejscowość w której cała impreza miała swoje zdarzenie, ale gdy przybyliśmy na miejsce, było już bardzo duże poruszenie. Tłumy pod ekscytowanych wykonawców, masa technicznych przygotowań do występów i niesamowity gwar. W miarę upływu czasu wszystko zaczęło powoli cichnąć i wrzawa delikatnie rozpłynęła się w dali. Gdy wieczorem stawiliśmy się w amfiteatrze w celu komisyjnego przesłuchania zespołu, przygotowana czteroosobowa komisja zajmowała już miejsce w blasku jupiterów na scenie, natomiast nasze miejsce wyznaczone było na jedynej ławce przeznaczonej dla widowni, pod rozłożystym drzewem klonu w przyćmionym świetle parkowej latarni. Pani z komisji z uśmiechem na twarzy z wielkim entuzjazmem dała znak na rozpoczęcie przygotowanego przez nas programu. Chwila ciszy ..., i po chwili pierwsze dźwięki uwolnione szarpnięciami strun gitary zanim doleciały do sceny spadły na ziemię zagłuszone dziwnym dźwiękiem. Wieczorną ciszę opanował monotonny mlask mojej partnerki z zespołu, która w głębokiej zadumie z pochyloną głową na prawą stronę spożywała francuską bułkę ..., - jeszcze raz, teraz, jeszcze raz i wyraźniej - wyszeptałem ...., było trochę lepiej, ale ten mlask był niesamowicie słyszalny. Postanowiłem sprawę wziąć w swoje ręce i razem zaczęliśmy śpiewać jej partię. Niestety, mlaskaliśmy już oboje. Jedynym wyjściem z tej beznadziejnej sytuacji, była zmiana akompaniamentu z palcowania na grę rytmiczną . Tak, to był dobry pomysł, lecz niestety nie sprawdził się, gdyż po wybiciu pierwszego taktu gitara oniemiała. Gryf gitary zamienił się w jakiś rękaw starego swetra i bezwładnie zawisł mi na kolanach. Na szczęście cały czas panowałem nad sytuacją – a capella ! - szeptem wykrzyczałem – mocniejsza artykulacja !....
W końcu zapanowaliśmy nad sytuacją. Głosy zabrzmiały czysto – jak dzwony.
Zasłuchana komisja, scena, ławka i my, powolutku zaczęliśmy się mgliście rozpływać.
... jednak zanim wszystko całkiem ucichło, ze świata obudzonych coraz głośniej docierał do mnie mlask.
Leżałem na boku, gdy otworzyłem oczy budząc się ze snu.... przede mną siedziała moja pieska “Czacza” – mlaskając języczkiem dawała znać, że na spacer już czas.

sobota, 19 lutego 2011

sen - jestem, czy mnie nie ma

Zawsze w trakcie snu jestem pewien, że to wszystko co się w nim dzieje, dzieje się naprawdę. Czy tak jest ?!

Opowiem pewną historię.
 
Był to kolejny normalny dzień, bez szczególnych wydarzeń, który chylił się już do snu, jeszcze tylko kolacja, film, wieczorna toaleta i spać, a rano znowu do pracy. Mogę się pochwalić, sny mam różne i przede wszystkim ciekawe, przynajmniej jak dla mnie. Następnego dnia rano wszystko było normalne choć w miarę upływu godzin byłem zdziwiony wyraźną pamięcią snu. Kładąc się do łóżka, senne obrazy z poprzedniej nocy czekały już tylko aż zamknę oczy. To było zabawne i dziwienie, ale ... dopiero tak naprawdę byłem zdziwiony następnego ranka po przebudzeniu, gdy się okazało, że ten sen był kontynuacją snu z poprzedniej nocy, czyli miejscem wydarzeń z tymi samymi postaciami i zachowanym głównym wątkiem akcji.

Bardzo szybko zorientowałem się o możliwości wpływania na bieg wydarzeń sennych, przez co szare, monotonne dni, ograniczone czasem, podzielone godzinowo na wykonanie określonych czynności zacisnęły na mnie swoje dyby.
Z niecierpliwością czekałem na następną i następną,.... noc.
Trwało tak przez trzy miesiące co noc, zachowując przy tym spójną całość.
To było niesamowite.