To była moja pierwsza nigdy niezapomniana nawet przez moment historia.
Miałem wtedy pięć lat. W pobliżu domu była olbrzymia górka porośnięta na zboczach drzewami, trawą i krzewami.
W miejscach naruszonej darni wysypywał się złocisty piasek. Tam właśnie powstawał kanion z naszych piaskowych zabaw. W dole przebiegała droga, a wzdłuż drogi szeroko płynęła kanałem woda. Kanał łączył dwa jeziora oblegające miasto w którym mieszkałem.
W tym czasie do mojej najstarszej siostry przychodzili jej koledzy “hipisi” – długie włosy, spodnie dzwony, koraliki, rzemyki i ... właśnie.... jeden z nich miał zegarek od którego nie mogłem oderwać wzroku – taki był świetny.
Był taki świetny, że zaczął mi się w nocy śnić.
A było to tak.
Jak co dzień bawiliśmy się na górce w wyżłobionym korycie piachu. Właściwie to już kończył się dzień, gdy nagle zauważyłem wyłaniające się spod piachu błyski światła. Natychmiast odsypałem wierzchnią warstwę, a tam ... nie przesadzę jeśli powiem – było ich osiem (zegarków) - jeden lepszy od drugiego. I tu pech chciał, mama zawołała by wracać do domu. Szybko przysypałem swoje skarby, zapamiętując miejsce i czym prędzej pobiegłem.
Gdy rano się obudziłem – pamiętam – z uśmiechem na twarzy - nie mogłem się doczekać, kiedy mama pozwoli wyjść na podwórze. Zaraz po śniadaniu w kilka chwil byłem już w upragnionym miejscu. Szybko się rozczarowałem, bo w miejscu w którym miały być zegarki pod usypaną kupka piachu rosła trawa. Byłem zawiedziony. Jak mogłem tego nie przewidzieć.
Czekałem z niecierpliwością do następnej nocy z nadzieją na sen z zegarkami.
No i doczekałem się.
Od razu wiedziałem gdzie szukać, były trochę głębiej przysypane i już nie tak bardzo świecące, ale za to większe i bardziej różnorodne w swoim wyglądzie. Wiedziałem co mam robić. Zabrałem zegarki do domu i żeby nie było żadnych niespodzianek rano, wszystkie upchałem do kieszeni w spodnie. Spodnie położyłem tak jak zawsze na krzesełku koło łóżka w zasięgu ręki i położyłem się spać. Następnego dnia rano, spodnie leżały na krześle, niestety bez moich skarbów.
Powód był oczywisty. Spodnie do których schowałem zegarki i które położyłem na krześle przy łóżku, były w kolorową kratkę a ja takich spodni nigdy nie miałem.
Moje były brązowe.
Gdybym tak jeszcze raz mógł przyśnić zegarki ...
... niestety, już nigdy mi się nie przyśniły.
Ale..., kto wie ?! :)
